Zawsze lubiliśmy ingerować w to, co nosimy. Pomocne bywały niejednokrotnie nożyczki, barwniki do odzieży czy własnoręcznie wycinane szablony i spray. Początkowo tylko dla siebie, może dla siostry i koleżanki, teraz już na większą skalę.

T-shirty ‚hand-made’ przeżywają swoją młodość, a wszyscy projektanci zajmujący się printami mają swoje pięć minut. Dlaczego? Bo wszyscy chcemy być oryginalni. Nie podnieca nas już ubieranie się w popularnych sieciówkach, aby co siedem minut mijać na chodniku osobę ubraną w tą samą koszulkę. I niby mamy na sobie kontrowersyjny nadruk Madonny z dzieciątkiem płonącej na krzyżu ubranej w czerwone Louboutiny, ale co z tego, jeśli taką samą nosi dziewczyna naszego brata, jej siostra i Kaśka z trzeciego piętra, której tak bardzo nie lubimy.

W sieci mamy coraz więcej propozycji dla ludzi, którzy lubią być wyjątkowi. A wyjątkowym zdecydowanie można się poczuć zakładając koszulkę z napisem „Fuck my polish life” czy „Nie mam piniendzy”. W tym wypadku dajemy upust naszym niekoniecznie patriotycznym emocjom lub po prostu okazujemy jak duży dystans mamy do czasów, w jakich przyszło nam żyć.

Zjawisko odzwierciedlania naszych poglądów przez nasz strój jest już niemalże kultowe. Minęło bowiem ładnych parę lat od upadku PRL-u, gdzie wolność słowa była zerowa i bardzo pożądana. Wolność słowa i oryginalność. Pamiętamy doskonale opowieści naszych mam, które aby zabłysnąć na licealnym korytarzu musiały mieć maszynę do szycia i ciężką stopę. Wtedy robiło się rzeczy samemu, bo w sklepach nie było niczego. Teraz robi się to dlatego, bo w sklepach jest za dużo i wszystko się powtarza.

Kontrowersyjnie. Dziś poprzez koszulkę możemy przedstawić światu wszystko, od naszej orientacji seksualnej, przez poglądy polityczne po upodobania co do pozycji łóżkowych. Nie ma cenzury, widujemy coraz bardziej wulgarne teksty, a ludzie coraz bardziej to lubią i coraz chętniej noszą.

Dobrze znana jest marka „She’s a riot”, która może być przykładem i inspiracją dla każdego. Jednak nowych t-shirtowych firm przybywa w zaskakującym tempie. Konkurencja rośnie, a my pytamy debiutantów co powoduje,  że „projekt t-shirt” jest aktualnie na topie:


„T-shirt to bardzo wygodna i tania forma odzieży, stąd tylu zwolenników. Młodzi, kreatywni ludzie lubią się wyróżniać, dlatego t-shirty z popularnych sieciówek, które noszą setki nie są dla nich wystarczającym rozwiązaniem, poszukują czegoś innego. Im większe poczucie indywidualności, tym intensywniejsza chęć uczestniczenia w undergroundzie, obszarach do których nie każdy ma dostęp. To zjawisko stworzyło niszę zatem wielu młodych projektantów odzieży i nie tylko z zapałem zabrało się do wypełniania luki.” – Lazy Kant

„Przede wszystkim niezależność. Dajemy ludziom możliwość bycia wyjątkowym. Sami projektujemy nasze ciuchy, jednak jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje i rotacje związane z naszymi nadrukami, co staje się dla odbiorcy bardzo atrakcyjne. Kiedy możesz ingerować w proces wykonania koszulki, nabiera ona cech indywidualnych, wtedy czujesz, że określa Ciebie. Największą przyjemność sprawia nam to, że wszystko, począwszy od bloga, przez projekty nadruków po zdjęcia robimy sami. Rozwijamy się dzięki współpracy z fajnymi ludźmi, organizujemy sesje zdjęciowe i mimo niskiego budżetu nie czujemy się w żaden sposób ograniczeni, zawsze dajemy coś w zamian.” – fe-male