Wywiad z twórcami Art Bistro Światło

W tle leci łagodny jazz, słychać przebijająca się trąbkę. Delikatne światło z dawnej stylowej lampki oświetla stolik ustawiony w kameralnej sali, której wnętrze wypełnia surowa cegła. Ta cegła, która na myśl przywołuje tajemniczy zamek oraz tworzy niezwykły klimat wnętrza. To właśnie w tym miejscu chcesz słuchać delikatnych muzycznych brzmień, czytać ulubioną poezję, literaturę, a co najważniejsze to w tym miejscu masz ochotę na niebanalne smaki oraz długie rozmowy! W świetle odnajdziesz fuzję smaków polskiej kuchni inspirowanej dwudziestoleciem międzywojennym. Z Maćkiem właścicielem i Jackiem współtwórcą koncepcji Art Bistro Światło spotykamy się przy kawie i niezwykłej rozmowie, bo jak sami wspominają są tu po to aby nie tylko podarować najlepsze smaki ale również dla długich, inspirujących rozmów.

Na kulinarnej mapie Warszawy mamy nowe miejsc, art-bistro, restauracja, która serwuje polskie smaki z okresu dwudziestolecia międzywojennego, skąd wywodzi się nazwa Światło?

JACEK: Nazwę trzeba rozpatrywać dwupłaszczyznowo. Szukaliśmy ciekawej nazwy dla lokalu, dzięki której połączymy energię fizyczną, czyli to co nas otacza z płaszczyzną bardziej energetyczną, duchową.

MACIEK: Od początku chcieliśmy stworzyć miejsce, które będzie czymś więcej niż kolejną restauracją. Nazwaliśmy się plemieniem, bo kojarzy się to z grupą ludzi, którzy mają podobne spojrzenie na świat. Nie chcemy gonić ale tworzyć miejsce w którym wszyscy będziemy się rozwijać. Łączy nas pomysł na realizacje, a oprócz spełniania swoich marzeń chcemy dawać coś więcej. Nie chodzi o prowadzenie restauracji, gdzie podamy gotowe danie tylko budowanie miejsca spotkań w którym połączymy nasze idee. Chcemy aby ludzie którzy nas odwiedzają wychodząc byli bardziej zainteresowanie rozwojem osobistym. Zainspirowani wyszli z odrobiną światła w duszy. Każdy człowiek jest światłem i tym osobistym światłem można wzajemnie się zapalać, jak świeczka od świeczki. Ludzie zatracili świadomość kim tak naprawdę są. Czują się jak roboty, które chodzą do pracy, stresują się, nie lubią swojego życia, a na koniec stwierdzają że nie zrobili wszystkiego co było zaplanowane, wymarzone.

Czytałam ostatnio książkę „Czego najbardziej żałują umierający” Bronnie Ware. Na liście znalazło się nadmierna praca, życie według oczekiwań innych i brak szczerze wyznanej miłości…

M: Ludzie nie żałują, że coś zrobili, jedynie to czego nie wykonali. My chcemy to robić! Staramy się publikować cytaty, organizować eventy z udziałem muzyki czy sztuki. To według nas jest szerzenie oświecenia. Ludzie mają dostrzec idee innego życia. Otaczają nas niezwykłe osoby osoby, Ula Kamińska która maluje, dziewczyna, która dostarcza do nas naturalne zioła do naparów. Staramy się współpracować z małymi firmami, które przelewają pasję na to co robią. Ta energia, która jest w nas tworzy to miejsce, chcemy tu być i budować atmosferę. Zależy nam na pracy z osobami, które przelewają swoją miłość na to co robią, gdzie pasja jest widoczna. To nazywamy naszym światełkiem.

Nie ma światła bez ciemności, która u nas również zawitała. Przed otwarciem restauracji doświadczyliśmy wielu przygód, które stworzyły obraz naszego życia. Każdy z nas boryka się z problemami. Cytaty widoczne we wnętrzach i na Instagramie to nasze światełko, które chcemy wprowadzać w życie. Jak pisał C. G. Jung, Nie stajemy się oświeceni, wyobrażając sobie światło, lecz wznosząc świadomość do ciemności.

J: Ja bardzo lubię stwierdzenie, że to delikatna inspiracja, nic nie narzucamy, a przekazujemy wiele dobrego.

M: Każdy jest na innym etapie swojego życia. Jeżeli pozna nas to mam nadzieję, ze otrzyma odrobinę świtała, które wniesie coś do jego życia. Pozna nowe smaki i spędzi z nami czas.

Dlaczego art bistro?

M: Chcemy być ściśle związani ze sztuką. Kiedy zgłębiamy co dokładnie znaczy bistro okazuje się, że ten lokal jest idealnym przykładem prawdziwego francuskiego bistro. Narożny budynek, gdzie wejście usytuowane jest centralnie na rogu. Bistro to przeszklony budynek, gdzie w trakcie gorącego lata wszystkie okna są otwarte co daje poczucie, że miasto dosłownie przenika do środka restauracji. To najlepsza mieszanka nostalgii z nieuniknionym zgiełkiem miasta. Bisto to miejsce, gdzie można szybko zjeść poranne śniadanie przy aromatycznej kawie lub zostać do wieczora na lampkę ulubionego wina.

Tworzycie niezwykłe miejsce, które odbiega od zgiełku centrum miasta, sztuka, muzyka na żywo, niezwykłe cytaty. Czy doświadczymy tu literatury, która jest ściśle powiązana z okresem dwudziestolecia międzywojennego?

M: Każdy z gatunków sztuki będzie przez nas zagospodarowany. Darek Forma, który z wielkim sukcesem prowadził warszawskie restauracje odpowiada za część restauracyjną. Jacek i Ewa będą czuwać na wydarzeniami. Zaczynamy współpracę z muzykami, pisarzami oraz artystami. To miejsce ma tętnić życiem kulturalnym i jest to wmurowane w tą koncepcję.

Każdy z nas ma inne skojarzenia z dwudziestoleciem międzywojennym. Skąd inspiracja na kuchnię z tego okresu?

M: To nie tylko idealna kamienica, która samoistnie tworzy bistro. To był wyjątkowy czas dla polski o którym teraz marzymy. Gdyby nie minione wydarzenia może Polska kuchnia byłaby znana na całym świecie. Wszystkie drogi handlowe przechodziły przez Warszawę. Ludzie kojarzą kuchnię dwudziestolecia z klasycznym schabowym i dziczyzną, a tak naprawdę była bardzo obfita. Absolutnie wszystko czego dusza zapragnie! Kawior, ryby, świeże składniki niespotykane przyprawy i smaki, które stale były dostarczane dostępnymi drogami. Tak samo literatura w tamtym okresie tętniła życiem Stefan Żeromski, Stanisław Reymont czy Julian Tuwim zachwycali swoimi dziełami.

J: Dużo kuchennych inspiracji napływało ze wschodnich krańców II Rzeczpospolitej z terenów dzisiejszej Ukrainy, Białorusi, Rosji dodatkowo ogromna ilość smaków to kunia żydowska, francuska czy niemiecka. To niesamowite połączenia smaków. Ważną rolę odgrywały przecięcia szlaków z dalekiego wschodu. Kiedyś to wszystko do nas stale napływało.

Kto ich poszukiwał inspiracji na smaki dwudziestolecia międzywojennego i gdzie, czy to tajemne archiwa z książki kucharskiej od babci?

M: 3 słowa, które są dla nas najważniejsze to miłość, chociaż brzmi banalnie, prawda i szczęście. W miłości nie zawsze chodzi o tą namiętną do drugiej osoby, chodzi o to, aby kochać siebie. Kochać to co się w życiu robi. Uczucia to połączenie miłości i prawdy, a prawda o naszej kuchni jest taka, że pierwsze menu jest jeszcze nie doszlifowane. To co mamy w karcie zostało zainspirowane 3 książkami kucharskimi, które generalny manager przywiózł z rodzinnego domu i są ściśle związane z dwudziestoleciem międzywojennym. Książki przestudiował nasz szef kuchni. Są to smaki, które chcemy przyrządzać i podawać naszym gościom od pierogów aż po kaczkę na wiele sposobów. Chcemy wnosić światło w życie każdego człowieka oferując dania wegetariańskie i mięsne, napary z ziół i kieliszek wytrawnego wina. Wspólnymi siłami tworzymy plemię nie tylko po to aby dobrze zjeść ale być dla siebie wzajemnie, przywitać się i ugościć. Chcemy być otwarci na każdego gościa.

Na lunch zjemy smaki stęsknionej domowej kuchni grillowany kalafior, krem z pieczonego buraka czy mięso z chrzanem, ziemniakami czy te smaki pozostaną w karcie na stałe?

M: Tu muszę pochwalić szefa kuchni. Długo wspólnie pracowaliśmy nad główną kartą, a lunche zostawiliśmy dla szefa kuchni. Chcemy aby tchnął w nie swoje serducho, bawił się smakami. Bardzo dobrze zna dwudziestolecie i wie jakie potrawy tam dominują. To był najlepszy wybór. Z dnia na dzień jest coraz lepiej! Karta ma żyć jak to miejsce.

Czy karta będzie zmieniała się z nowo nadchodzącym sezonem?

M: Chcemy robić sezonowe wkładki do menu. Ważną rolę odgrywa dla nas zdrowe sezonowe jedzenie. Bardzo chciałabym wprowadzić 10 superfoodów o najwyższym potencjale, które są bardzo modne i co najważniejsze zdrowe! To będzie niezwykłe połączenie dwudziestolecia ze zdrowym żywieniem. Będziemy nad tym stale pracować, dodawać więcej pozycji wegetariańskich i wegańskich. To miejsce jest stworzone dla ludzi, gdzie każdy odnajdzie coś dla siebie. Chcemy uczestniczyć w tym życiu, poznawać tych ludzi i podawać nowe smaki.

Proste potrawy podane w magiczny sposób tak aby nasze oczy pragnęły jeszcze bardziej niż żołądek. Jak długo trwało przygotowanie pierwszej premierowej karty?

M: Pierwsza karta była trudnym dzieckiem, każdy z nas przyszedł z wieloma odległymi pomysłami. Bazując na szczerości stworzyliśmy smakowity kompromis. Pierwsza karta nie jest w stu procentach idealna ale chcemy iść w stronę mniejszych porcji. To miejsce ma pobudzać do rozmów, wzajemnego dzielenia się smakami oraz wspólnej uczty pośród zebranych znajomych. To pretekst do rozmowy. Ludzie często o zamówieniu znajomego dowiadują się ze story na Instagramie. Jedzeniem chcemy prowokować do wspólnie spędzonego czasu.

Kto zaprojektował to niezwykłe wnętrze? Piękne żyrandole, kolory, vintage dodatki to wszystko wprowadza nas w magiczny klimat.

M: To jest moje serducho powstałe z pomocą znajomego architekta Karola Droszcza. Zaczęliśmy od projektu, który z czasem ewoluował. Było wiele zmian, a efekt to połączenie pracy wielu osób. Pani Agnieszka, która ręcznie maluje wnętrza zamków i naniosła kolory wybrane po wielu rozmowach ze znajomą artystką Ulą Kamińską. Wierzę w to, że nic nie dzieje się przez przypadek i to wnętrze jest tego najlepszym dowodem!

Jest i półka z książkami!

J: Skromna ale będziemy powiększać. Chcemy żeby znalazły się na półkach książki, które skłaniają do autorefleksji, rozwoju samoświadomości lub dobry kryminały do kawy. Półka będzie otwarta zarówno dla tych co chcą przynieść książki jak i tych którzy chcą z niej skorzystać. W zgiełku tego co nas otacza książka to idealny pretekst do zatrzymania się na chwilę przy filiżance dobrej kawy lub lampce wina.

Na miejscu goście poznają sztukę, od widocznych obrazów Uli Kamińskiej po muzykę. Kiedy możemy spodziewać się pierwszego koncertu i kto zagra? Czy również pozostanie w klimacie międzywojennym?

Jacek:  W klimatycznym wnętrzu planujemy mniejsze koncerty, poezje śpiewaną, muzykę mniejszości kulturalnych oraz jazz. To wszystko nabiera tempa. Pierwszy koncert planujemy na 19 grudnia z udziałem Marysi Niklińskiej. Chcemy jak najwięcej doceniać i przekazywać wartościowe rzeczy. Marzą nam się cykliczne spotkania pod nazwą Dźwięki w świetle, poezja śpiewana czy wieczory literackie. Ktoś siada przy klimatycznym świetle nocnej lampki i recytuje swoje wiersze. Prywatnie jestem miłośnikiem poezji i staram się nią zarażać. To trudny temat ponieważ mało ludzi się tym interesuje ale to wnętrze całkowicie przemawia swoją poetyckością.

MACIEK: Ten pokój to nie tylko idealne miejsce na koncerty, randki dla dwojga czy kameralne wydarzenia. Serce tego miejsca powstał z myślą o nietypowych spotkaniach. Kolejnym krokiem będzie spełnianie marzeń ludzi, którzy chcą w wyjątkowy sposób spędzić wieczór. To idealne miejsce na oświadczyny, niezwykły klimat tego odosobnionego miejsca, muzyka, pyszne jedzenie oraz niezliczona ilość kwiatów i wygodnych poduch z baldachimem. Na środku stoi stół na którym przygotowana jest romantyczna kolacja przy świecach. To chwila na poświęcenie uwagi dla drugiej osoby. Czy nie brzmi jak idealny wieczór dla dwojga? To świetny pomysł na prezent dla ukochanej osoby.

Światło to idealne miejsce na spełnianie marzeń, romantyczny wieczór czy spotkanie z poezją i muzyką, czy może być lepiej?

W tym wszystkim trzeba pamiętać, że nie jesteśmy tylko ciałem, jesteśmy duszami, które potrzebują rozmowy. Sami dla siebie jesteśmy blokadami zapominając kim naprawdę jesteśmy. Wszystko jest po coś. Wszystko co złe uczy nas więcej niż dobre. Tu przytoczę filozofa Alana Wattsa: Farmerowi uciekł koń, wieczorem wszyscy sąsiedzi mówili: „Jaka szkoda”, na co odparł: „być może”. Następnego dnia koń wrócił i przyprowadził siedem dzikich koni. „Cudownie, ty to masz szczęście!” farmer: „być może”. Kolejnego dnia jego syn wdrapał się na jednego z tych dzikich koni i złamał nogę. Wtedy wszyscy sąsiedzi powiedzieli: „To okropne, że twój syn złamał nogę”. „być może” – rzekł farmer. Dzień później przybyli do wioski oficerowie od poboru, by wcielać młodych mężczyzn do armii. Odrzucili syna z powodu złamanej nogi, co zebrani skomentowali: „Patrz, jak wszystko wyszło na dobre”, na co farmer odpowiedział: „być może”.

Nigdy tak naprawdę nie wiadomo co nas czeka.

Uwielbiam Waszą energię! To miejsce ma swój niepowtarzalny klimat. Do zobaczenia wkrótce na pysznym śniadaniu lub wieczorem na koncercie!